Jak stałam się wegetarianką

Przestałam jeść zwierzęta 18 lat temu i wtedy jeszcze nie zastanawiałam się, dlaczego inni wciąż je jedzą, pewnie byłam zbyt młoda, żeby to roztrząsać. Żyłam w środowisku, gdzie zabijanie zwierząt było normą i nie znałam wówczas żadnego wegetarianina, więc nie miałam podstaw do głębszych rozważań na ten temat.

Odkąd pamiętam notorycznie przebywałam ze zwierzętami, które były przeznaczone pod nóż oraz tymi które pełniły rolę stróża posesji.  Chcąc nie chcąc brałam udział w „polowaniu” na kury, po czym patrzyłam jak ich pozbawione głów ciała szarpią się w wiadrze tuż po uśmierceniu. Po wszystkim bezmyślnie wygłupiałam się ich martwymi oskubanymi korpusami, nie widząc w tym nic złego…

Z królikami nie było lepiej  – bawiłam się (z) nimi, wyjmując je z klatek i nosząc na rękach bez zastanowienia, czy one tego chcą. Wtedy wydawało mi się, że one też czerpią radość z przebywania ze mną, teraz sądzę, że niestety była to jednostronna przyjemność. Po „wesołych” harcach wkładałam je z powrotem do „poczekalni na śmierć”, a następnego dnia bawiłam się ich odciętymi puchatymi ogonkami i łapkami.

Patrząc z perspektywy czasu, wydaje mi się, że robiłam to wszystko, bo moje zwoje mózgowe były jeszcze za słabo pofałdowane i nie kojarzyłam pewnych zależności.  Innego powodu się nie doszukałam.  Pobudek sadystycznych nie miałam, przynajmniej nie w stosunku do innych gatunków niż człowiek 😉

W końcu jednak nastał dzień, gdy moje synapsy zaczęły działać jak należy, informacje powiązały się ze sobą i zrozumiałam, że coś jest nie tak. Że nie można lubić zwierząt i jednocześnie je zjadać. Obcując ze zwierzętami nie dało się nie zauważyć, że mają uczucia, a przede wszystkim nie chcą umierać.

Tak w wieku kilkunastu lat zostałam wegetarianką. Doszłam do wniosku, że przestanę jeść mięso, bo przecież moje kubki smakowe nie będą decydować o czyimś cierpieniu. Pamiętam ten dzień i w jaki sposób o tym zdecydowałam. Letnim porankiem siedziałam na balkonie i wypisywałam moje postanowienia (nie wiedząc jeszcze wtedy, że właśnie tak powinno wyglądać wyznaczanie celów życiowych – z kartką i długopisem – niejeden trener personalny pochwaliłby mnie za to). Obok typowych dla nastolatek postanowień np. „schudnę 10 kg”, zapisałam „NIE BĘDĘ JADŁA MIĘSA”. Tak też zrobiłam. Była to najważniejsza decyzja w moim dotychczasowym życiu, o której racjonalności jestem przekonana w 100%.
PS. tego drugiego postanowienia nie udało mi się spełnić, chyba że można podciągnąć pod to 10 kg więcej – coś ewidentnie poszło nie tak 😉

Teraz, już jako dorosła kobieta, zastanawiam się, dlaczego inni nie dojrzeli do takich decyzji. Dlaczego każdy nie obudził się pewnego ranka i nie stwierdził: przecież to nienormalne zjadać istoty, które chcą żyć, które są na tym świecie nie po to, by je zabijać. Gdyby żyły w tym celu, same przychodziłyby do nas i radośnie popełniały samobójstwo, a nie drżały ze strachu przed zbliżającym się oprawcą, kuląc się w kącie klatki, mając nadzieję, że tym razem to nie one trafią pod siekierę…

Niestety nie znalazłam przyczyny, dlaczego jeszcze tak wiele osób nie rozumie, że zabijanie zwierząt jest nie dość, że zbędne, to przede wszystkim złe. Ale będę szukać dalej. Skoro sami się nie obudzili z takim przeświadczeniem, może trzeba im pomóc. A może oni zwyczajnie jeszcze się nie obudzili?

Pobudka!

Wegetarianizm - dobra droga
Właściwa droga / fot. eMCe

 

 

eMCe

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *