Po prostu to puść

Wszyscy łakniemy miłości. Część się poddaje temu uczuciu i żyje w zawieszeniu do momentu zakochania sie, część je tłamsi i zamyka serce na inne dobre emocje, część pozwala na swobodny przepływ energii i robi swoje wierząc, że pewnego dnia spotka swoją wyśnioną „połówkę”.
Just to be with you / Barcelona / Autofażka
Sposób postrzegania miłości jest mocno powiązany z obrazem, jaki wynosimy z domu i z otoczenia, w którym się wychowaliśmy. Dlatego też część z nas będzie poszukiwać miłości niedostępnej, miłości powodującej cierpienie i dającej poczucie odrzucenia, bo taki wzorzec ma zakodowany gdzieś w podświadomości.
Ale na szczęście  – tak,  jak ze wszystkim i z tym sobie można poradzić poprzez głęboką analizę wewnętrzną i samopoznanie (pomocne tu będą wszelkiego rodzaju terapie).
**********************************************************************************************
I w końcu udaje się nam! Bam! Zakochujemy się! Czujemy się jak w niebie. Fruwamy. Wszystko wydaje się proste i przyjemne. Cały dzień przyświeca nam jedna myśl: kocham!
Niestety z biegiem czasu uczucie to jest weryfikowane przez przeróżne czynniki zewnętrzne i uwarunkowania wewnętrzne. Część miłosnych wzlotów osłabnie, część się umocni.
Neverending love / Barcelona / Autofażka
Zostawmy jednak naszych szczęśliwie zakochanych w spokoju i pomówmy o tej części, której się nie  udało przejść na następny etap.
I tu znów dochodzi do podziału na osoby, które rozsądnie podejdą do tematu i zamkną ten rozdział i na osoby, które za wszelką cenę będą podsycać tlący się żar, aby nigdy nie wygasł.
Oczywiście jestem zwolenniczką pierwszej grupy. Rozwiązanie jest bardzo pragmatyczne i sensowne. Jednakże nie tak proste jakby się wydawało.
Co może powodować ten ślepy upór w ratowaniu miłości, która już nie istnieje i przynosi tylko ból?
Jedną z odpowiedzi może być strach przed utratą tak upragnionego uczucia, bo kiedy po długim oczekiwaniu na miłość w końcu uda nam się poczuć ten niesamowity „haj”, nie chcemy go znów stracić (i nawet jeśli już nic nie czujemy do danej osoby, to mózg wciąż podsyła nam cudowne wspomnienia z czasu zakochania i nas omamia). Uczepiamy się kurczowo każdego miłego słowa od „byłej miłości”, analizujemy je na wszelkie możliwe sposoby, doszukujemy się choćby przejawów dawnego uczucia, żyjemy w ciągłym oczekiwaniu, nie zdając sobie tak naprawdę sprawy, ze wyrządzamy sobie ogromną krzywdę. Jesteśmy smutni, czujemy się odrzuceni, zależni, gorsi, bo nie dostajemy już tyle uwagi co kiedyś.
Smuteczek / Barcelona / Autofażka
I w tym momencie przychodzi czas na odpuszczenie. Nie wyzwolenie się z tego brzemienia. Na zrzucenie tego ciężaru z ramion.
Jedna świadoma i stanowcza decyzja o odejściu spowoduje uwolnienie całej skumulowanej i zniewolonej energii. Zobacz siebie jak zrywasz łańcuchy i rozpościerasz ramiona tryskając jednoczesnie energią w przestrzeń.
Jesteś wolny! Lekki. Znów jesteś częścią wszechświata. Znów masz milion możliwości na przeżycie czegoś wspaniałego, na naukę, na obserwację, na zabawę, na euforię. Kiedy ostatni raz odczułeś euforię? Idź za tym uczuciem z otwartym sercem. Daj się ponieść. Niech pozytywna energia wibruje wokół, a Ty tańcz aż do utraty tchu!!!
The world is mine! / Walencja / fot. Mariola

O tym, jak marchewka dodaje męskości

Nie potrafię zrozumieć dlaczego jedzenie zwierząt uznawane jest za objaw męskości. Skąd się bierze pogląd, że delektowanie się martwym ciałem, któremu wcześniej ktoś brutalnie odebrał życie, jest atrybutem męskości? Przecież nie żyjemy w epoce kamienia łupanego, żeby mężczyzna musiał udowadniać swoją męskość poprzez polowanie. Teraz kobiety pociąga raczej intelektualny poziom mężczyzny. A dla mnie wrażliwość na cierpienie zwierząt jest bardzo ściśle połączona z poziomem inteligencji. Facet gotujący roślinne dania to widok, który napawa mnie radością, nadzieją i pożądaniem, zwłaszcza kiedy gotuje dla mnie 🙂

Nieraz miałam okazję spotykać się z kimś, kto na pierwszy rzut oka wydawał mi się atrakcyjny, jednak jego atrakcyjność drastycznie spadała, gdy okazało się, że nie rozumie w ogóle „jak można nie jeść mięsa, przecież zwierzęta po to są”. Po takim stwierdzeniu, choćby skały srały, nie byłam w stanie przymknąć na to oczu i udawać, że nadal mi się podoba.

Pamiętam, jak za czasów studenckich długi czas byłam zauroczona w koledze. Gdy wybraliśmy się na wycieczkę, a on wyjął kiełbasę i bułkę i przygryzał w drodze, moje zauroczenie prysło jak bańka mydlana. To wyszło samoistnie, nie myślałam nad tym, po prostu momentalnie przestał być dla mnie atrakcyjny. Z pewnością, gdyby wtedy wyjął np. marchewkę zamiast kiełbasy, może wzdychałabym na wspomnienie o nim do dnia dzisiejszego 😉

Co tak pociągającego jest w roślinożernym mężczyźnie? Fakt, że nie kierują nim tylko fizjologiczne potrzeby, bo myśli. Myśli i wie, że swoimi wyborami żywieniowymi ma wpływ na życie innych oraz na swoje zdrowie. Czyż nie jest to seksi?

Bezmyślne jedzenie mięsa jest dla mnie objawem prymitywności i nie widzę możliwości stworzenia głębszego związku z kimś takim. Oczywiście nie przekreślam wszystkich jedzących mięso, jednak jest to kwestia otwartości umysłu. Bo przecież większość wegetarian kiedyś jadła zwierzęta, więc i ten aktualnie jedzący może być właśnie na dobrej drodze, by przejść na jasną stronę mocy i stać się prawdziwym mężczyzną.

Zatem do dzieła „chłopacy” – marchewki w dłoń!

PS. Jeśli boisz się, że po odstawieniu mięsa nie będziesz miał siły, to zajrzyj tutaj: https://jasnastronamocy.pl/ – z pewnością przestaniesz się o to bać.

-eMCe-

Stołówkowy wege-freak

Będąc wegetarianką/weganką jest się poniekąd zmuszoną do tego, by zgłębiać wiedzę nt. odżywiania. Pytania typu: skąd bierzesz białko/wapń/żelazo?, które dotychczas słyszałam co najmniej kilkadziesiąt razy, skutecznie motywują do weryfikowania informacji tak, żeby żaden przeciętny zjadacz wszystkiego nie był w stanie zagiąć mnie swoimi niezbyt wyszukanymi argumentami.

W ten sposób, chcąc nie chcąc, moja wiedza nt. zdrowej diety stała się nieco szersza niż wiedza większości społeczeństwa. A przekonałam się o tym, gdy zaczęłam jadać na stołówce z moimi nowymi kolegami i koleżankami z pracy – a (uwierzcie mi) jadałam to, co jest podstawą zdrowego odżywiania – warzywa.

Pierwsze zdziwienie odnotowałam, gdy zagryzałam natkę pietruszki do kanapki a większość spoglądała na mnie jak na freak’a. Gdy zamiast kanapek zaczęłam robić sobie sałatki ze świeżych warzyw, to dopiero był szok dla moich stołówkowych kompanów. Nieustające pytania co mam w sałatce lub gapienie się w mój talerz stały się już codziennością i teraz właściwie dziwnie się czuję, gdy nikt nie jest zaskoczony moim śniadaniem 😉

Pierwsze zainteresowania moimi posiłkami były dla mnie dosyć krępujące, bo nie za bardzo miałam ochotę tłumaczyć się obcym ludziom z tego co jem, tym bardziej, że nie uważałam, żeby było o czym mówić. Do tego często towarzyszyły pytania o niejedzenie ryb, czy nabiału, których to pytań nie znoszę. Zawsze jednak starałam się odpowiadać z uprzejmością i uśmiechem, bo w końcu zależy mi na tym, by zachęcić innych do weganizmu, a nie odstraszyć. Choć czasem mam wrażenie, że choćbym nie wiem jak się starała być „normalna”, przez niektórych i tak będę uważana za totalnego wege-świra – nie wiedzieć czemu.

Jednak wracając do sedna sprawy, zdziwiona jestem nie tym, że ludzie pytają co jem, tylko tym, że jedzenie  naszych rodzimych warzyw w takiej ilości jest dla nich czymś obcym. Wydawało mi się, że powszechnie wiadomo, że warzywa należy jeść, najlepiej surowe. Tymczasem, ja sama w mojej sałatce zwykle mam więcej warzyw niż wszyscy stołówkowicze razem wzięci. Większość idzie na łatwiznę i robi sobie kanapki z serem/szynką i co najwyżej liściem sałaty i pomidorem. Mało kto wykracza poza nudne kanapkowe ramy. Ewentualnie czasem ktoś zabłyśnie ubogą owsianką 😉 Straszna rutyna w tych ich śniadaniach! Spodziewam się, że i obiady mają bardzo smutne i jałowe. Niektórzy z takim zaciekawieniem pytali się co mam tym razem na śniadanie, że miałam nadzieję, ze ich zainspiruję, jednak po kilku miesiącach nadal bez zmian, kanapki królują, a ja wciąż zadziwiam moim zwyczajnym (przynajmniej dla mnie) śniadaniem. Choć przyznam, że ostatnio zaskoczyłam nawet sama siebie i to bardzo pozytywnie! Zrobiłam „gołąbki” na surowo, które okazały się idealnym drugim śniadaniem. Dodam jeszcze, że od kilku miesięcy rzadko kiedy używam pieczywa, co też przyczyniło się do zwiększenia mojej kuchennej kreatywności. Mogę zatem stwierdzić, że chleb, oprócz tego, że zapycha żołądek, zabija pomysłowość i zniewala kubki smakowe, Dopiero po odstawieniu pieczywa można się otworzyć na nowe smaki. Śmierć kanapkom!

-eMCe-

Kochać jak pies

 

Zojka / Autofażka

Zwierzęta nas uczą bezwzględnej miłości. Akceptują nas w pełni. Stale czekają na nas. Nie oceniają żadnego kroku. Są wdzięczne za każdy objaw zainteresowania, jaki im okazujemy.

Nie oceniają –  kochają.                                                                                                                     

Nie obrażają się –  wybaczają.                                                                                                    

Nie reagują agresją na okazywane im serce – oddają miłość z nawiązką.

Bezwarunkowa miłość / Autofażka

Uczmy się od nich jak traktować siebie na wzajem. Nie bójmy się popełniać błędy. Nie zatrzymujmy się w połowie drogi, nie skupiajmy się na porażce, zawsze idźmy do przodu. Nawet jak uczynimy krok wstecz, potem mamy szansę na dwa kroki w przód, bo jesteśmy bogatsi o doświadczenie: szybciej potrafimy wyjść z dołka, szybciej wracamy na obrany kurs, bo już wiemy jak to robić. Dlatego nie bądźmy dla siebie zbyt surowi, jeśli po raz setny wrócimy do starych nawyków, damy upust złym emocjom, stracimy wiarę. Przypomnijmy sobie wtedy, że cały czas mozemy naprawić popełnione błędy, bo wciąż żyjemy. „Istnieję, więc mam nadal szansę”. Bądźmy jak zwierzęta – bądźmy ufni, otwarci, ciekawi świata, cieszmy się każdą chwilą spędzoną z bliskimi, traktujmy nowy dzień jako dar, gdyż każdego dnia mamy szansę na szczęście!

Żurek / Autofażka

Aby to osiągnąć, nauczmy się przyjmować życie z pokorą, nie rośćmy sobie prawa do emocji i uczuć innych (ludzi czy zwierząt). Bądźmy wdzięczni za każdą dobrą emocję, którą ktoś jest nam w stanie zaoferować. Dziękujmy rodzicom za to, że nas stworzyli. Nie obarczajmy ich winą za nasze porażki. Uczmy sie, że od dzisiaj możemy zacząć być tym, kim chcemy, nie zważając na przeszłość. Każdego dnia możemy być lepsi i zbliżyć się do wymarzonego celu.

Wyzbądźmy się roszczeń. Pozostawmy ego w tyle. Kierujmy sie miłością i dobrocią. Oceńmy nasze życie pod kątem otrzymanych dóbr i szans, a nie pod kątem przeżytych rozczarowań i zawodów. Zastanówmy się na jakiej podstawie uważamy, że coś sie nam należy. Czy tak naprawdę zasługujemy na to, aby wszyscy dookoła skupiali swoją uwagę i energię na nas i żyli z myślą o nas?

Raczej dziękujmy za to, że nasi przyjaciele są dla nas, kiedy ich potrzebujemy. Nie skupiajmy się na tym, że nie są zawsze. Dziękujmy za ten moment, kiedy mogą dać nam swoje wsparcie. Bądźmy wdzięczni za te cenne wskazówki i niekończącą się miłość od rodziców. Upajajmy sie cudnymi chwilami spędzonymi z osobami, które kochamy. Nie każdy ma takie szczęście.

Jak dwa gołąbki / Autofażka

I jeśli w którymś  momencie poczujesz złość / niedosyt / porzucenie / brak akceptacji itd, zatrzymaj sie na sekunde. Wypowiedz slowo: ZMIANA! I pomyśl sobie za co mozesz być wdzięczny w danej chwili. I poczuj to ciepło, które Cię wypełni! Na początku będzie Ci ciężko przejść z negatywnej emocji w pozytywną. Z biegiem czasu nauczysz sie to robic automatycznie. I zobaczysz jakie cudowne efekty osiągniesz!

Z wdzięcznością, że tu jesteś!

A.

 

Wegańskie świąteczne porządki

Kiedy w Twoim życiu szczęście wyznaczane jest poprzez akceptację wśród znajomych, dobrą zabawę w weekend i zainteresowanie płci przeciwnej, nigdy tak naprawdę nie bierzesz odpowiedzialności za swoje samopoczucie. Zawsze opierasz je na ocenie innych ludzi i ich akceptacji lub jej braku. Tym sposobem łatwo Ci zrzucać winę za zły humor na innych: Twoje bliskie osoby lub przypadkowych ludzi, jakże chętnych do wyrażania swej opinii.

Powoduje to podwójne zagrożenie: z jednej strony, szukając winy wokół, nie próbujesz się zmienić i z drugiej strony, nie znając siebie za dobrze, bardzo łatwo dajesz się zranić. W czego wyniku reagujesz agresją na krytykę – każda uwaga to jakby dotykanie Twoich żywych ran (jawne potwierdzenie Twoich słabych stron, za które się nie lubisz) i nie konfrontujesz się z przeciwnościami losu, lecz przed nimi uciekasz.

 

Wewnętrzny konflikt. Hiszpania, Galicja / Autofażka

 

Minęło dużo lat i dużo prób zanim tak naprawdę zaczełąm poznawać siebie, swoje potrzeby. Pewnego dnia zadano mi ciekawe pytanie, które zmieniło moją percepcję (polecam zadać sobie szczerze  to pytanie): co byś chciała zmienić w swojej osobowości/charakterze/podejściu do życia, gdybyś miała magiczną różdżkę? Moja odpowiedź zaskoczyła mnie samą, gdyż brzmiała: chciałabym sie przestać bać. W momencie uświadomienia sobie tego problemu zaczęłam nad nim pracować. Rozbiłam na czynniki pierwsze to zagadnienie strachu: skąd sie bierze, czego dotyczy, jak sie objawia. Zajęło mi kilka dobrych miesięcy zanim udało mi się je przepracować. Ale udało się.  W momencie, kiedy puściły blokady strachu, zaczęłam poznawać życie od nowa. Zaczęłam dużo czytać o samorozwoju i samoświadomości. Zaczynałam powoli rozumieć kim jestem i czego chcę.

Natrafiłam na cudowne książki, które na dobre odmieniły moje podejście do ciała, moich pragnień i uczuć względem świata, ludzi i mnie samej.

Jedną z tych książek jest “Lecznicza głodówka” Małachowa.

Otóż książka ta, poza tym, że jest szczegółowym kompedium wiedzy dotyczącym procesu przechodzenia głodówki,  otwiera szeroki wachlarz zagadnień związanych z samoleczeniem i samokontrolą, której tak bardzo mi brakowało.

…I nagle uświadamiasz sobie, gdzie jesteś, gdzie chcesz być, kim jesteś i kim nie chcesz być!

Uwolnij się. Hiszpania, Tarragona / Autofażka

Po pierwsze zaczynasz doceniać życie. No bo jak nie doceniać dnia, kiedy nie wiesz czy to nie Twój ostatni (podczas pierwszej głodówki nie będziesz do końca pewny czy to przeżyjesz… I nieważne ile osób by Ci potwierdziło, że głodówka jest bezpieczna! Dopóki nie przejdziesz swojej pierwszej głodówki, będziesz się bać, że po prosu umrzesz z braku pożywienia. To normalne i z perspektywy doświadczonego głodówkowicza: prześmieszne J).

Po drugie: właśnie wygrałeś człowieku na loterii, a nagrodą jest  5 darmowych godzin każdego dnia na głodówce (podsumuj sobie czas na zakupy, przygotowanie posiłków, jedzenie, zmywanie). Nawet nie wiesz ile pomysłów Ci przyjdzie do głowy, jeśli nagle dostaniesz kilka godzin gratis w ciągu dnia! Zaczniesz tworzyć. Zaczniesz szukać odpowiedzi w książkach. Zaczniesz ćwiczyć joge, oddychanie, medytację. Zaczniesz budować swoje priorytety. Zaczniesz swoją przemianę!

Po trzecie sny! Trzy sny, które dopadają każdego na głodówce:

  1. Koszmar, że coś zjadłeś i zaprzepaściłeś głodówkę!!! Po przebudzeniu uświadomisz sobie, że na szczęście to był tylko sen, więc wciąż możesz kontynuwać i zrozumiesz jak bardzo tego chcesz. To jakby dostać drugą szansę w życiu na dojście do celu.
  2. Walka z dzikim zwierzęciem. Walczysz i wygrywasz! Sen symbolizuje Twoje wewnętrzne zmagania z rzeczywistością. Pokonywanie Twoich barier i lęków. Przełamywanie zatęchłych przyzwyczajeń. To jakby wykrzesać z siebie więcej energii życiowej, potencjału i wiary w siebie.
  3. Spotkanie z kimś ważnym. Może to być osoba, która już nie żyje. Poprzez rozmowę z nią dowiadujemy się czego chcemy. Jakie kroki należy powziąć. Uświadamiamy sobie nasze pragnienia. To jakby przeglądnąć się w lustrze (mi się przyśniła moja śp.babcia, ktróra nakłaniała mnie do zjedzenia jajecznicy… nie wiedziałam jak to zinterpretować, więc stwierdziłam, że pora kończyć głodówkę :P)

 

Głodówka to piękna podróż do wnętrza. Każdy swoją podróż odbędzie inaczej. Każda kolejna głodówka uczy nas jak czerpać korzyści z bycia w stanie samouleczania. Uświadamiamy sobie jakie zasoby i możliwości ma nasze ciało, jaką zdolność do regenaracji mają nasze komórki, jak zachowuje sie nasz organizm, kiedy dajemy mu odsapnąć i umożliwiamy mu pracę naprawczą.  Zaskakuje nas sam proces samoleczenia, kiedy to włącza sie odżywianie wewnętrzne i organizm rozpoczyna “sprzątanie” od zjadania martwych lub uszkodzonych części siebie.

Szersze aspekty zagadnienia można znaleźć w reportażach dotyczących nagrody nobla za badania nad autofagią z roku 2016.

Jednym z wielu wartych podkreślenia skutków głodówki jest nauka bycia tu i teraz, w tym oto momencie Twojego życia, dziś! Nauka korzystania z każdej chwili. Z każdego promyka słońca i z każdego zasobu energii w ciele. Nie wiem czy nauka ta jest bezpośrednio związana z balansowaniem na cieńkiej linii pomiędzy życiem a śmiecią, jakie wrażenie nam daje odstawienie jedzenia na kilka dni, czy też może uwalniają się pokłady dawno nieużywanych szarych komórek, które w końcu uzykują głos i krzyczą: nie marnuj więcej czasu! Działaj! Twórz! Żyj! W każdym razie tworzy sie swego rodzaju myśl, która już nigdy nie zostanie zapomniana, myśl, że życie jest warte tyle, ile z niego czerpiesz w tym momencie, a nie za miesiąc czy miesiąc temu.

Na granicy. UK, Brighton / Autofażka

Warto również podkreślić najbardziej namacalny efekt głodówki, jakim jest oczyszczenie ciała ze złogów i chorób. Proces oczyszczania będzie się oczywiście różnił z uwagi na cechy własne jednostki oczyszczanej i stopnia zaśmiecenia organizmu tejże jednostki. Ale to, co najważniejsze –  proces odbędzie się u każdego! Długość głodówki ma największe znaczenie w tymże procesie. Inne czynniki to środowisko naturalne głodującego: wpływ otoczenia na jego samopoczucie i przepływ energii, wykonywanie relaksujących ćwiczeń, odpoczynek, kontakt z naturą (bardzo ważne podczas głodówki są spacery na łonie natury – dla bardziej wprawionych w boju: ćwiczenia na łonie natury), kąpiele, odstawienie wszelkiej chemii używanej na codzień do pielęgnacji ciała i lewatywy (nie są konieczne, ale pomagająprzy szybszej detoksykacji I przynosza ulgę przy bólach głowy spowodowanych uwlanianiem sie toksyn z organizmu).

Podsumowując:

Kiedy podczas głodówki człowiek zauważa przypływ energii, na co dzień zużywanej do trawienia przetworzonego pożywienia, uświadamia sobie, że chce spożytkować tę energię w zacnych celach takich, jak rozwój osobisty, pomoc innym, ulepszanie otoczenia, w którym tkwi.

Po odbytej drodze do wnętrza siebie już nigdy nie zechce wrócić do stanu nieświadomości. Zawsze będzie skłonny do ulepszania swego bytu i przekazywania swego doświadczenia innym. Z rozwagą będzie dokonywać wyboru przy kupnie pożywienia. Zastanowi się szczerze nad przyzwyczajeniami pokarmowymi, które wyniósł z domu rodzinnego. Otworzy się na nowe możliwości. Zacznie odkrywać nieznane , dotąd uznawane za bezsensowne, rozwiązania. Zrozumie, że zjadanie zwierząt to nienaturalny proces, który sprawia, że organizm ludzki rezonuje z niskimi wibracjami i przyjmie wegetarianizm (z biegiem weganizm) jako główny nurt rozwoju.

Automatycznie więc pojawi sie chęć poszerzania wiedzy w celu dalszego autorozwoju.

I w tym wlaśnie miejscu polecam następną książkę ułatwiającą utrwalenie wiedzy zdobytej podczas głodówki, niesamowitą lekturę naukowca, badacza mózgu, człowieka poszukującego, który świadmie buduje się od nowa: Joe Dispenza – “Breaking the Habit of Being Yourself: How to Lose Your Mind and Create a New One”.

Zatem działaj:

  • jeśli wewnętrzna walka z tym, kim jesteś i kim chciałbyś być, nie jest Ci obca
  • jeśli doskonale znasz smak bolącego rozdarcia pomiędzy maskami w jakie przywdziewasz się dla świata a prawdziwymi uczuciami zduszonymi w “przyciasnej klatce żeber”.

Nie marnuj więcej czasu na szarą egzystencję. Wszystko czego potrzebujesz jest w Tobie. Powodzenia.

Owocowy zastrzyk energii. Meksyk, Isla Mujeres / Autofażka

 

Keep moving forward.

 

Jak stałam się wegetarianką

Przestałam jeść zwierzęta 18 lat temu i wtedy jeszcze nie zastanawiałam się, dlaczego inni wciąż je jedzą, pewnie byłam zbyt młoda, żeby to roztrząsać. Żyłam w środowisku, gdzie zabijanie zwierząt było normą i nie znałam wówczas żadnego wegetarianina, więc nie miałam podstaw do głębszych rozważań na ten temat.

Odkąd pamiętam notorycznie przebywałam ze zwierzętami, które były przeznaczone pod nóż oraz tymi które pełniły rolę stróża posesji.  Chcąc nie chcąc brałam udział w „polowaniu” na kury, po czym patrzyłam jak ich pozbawione głów ciała szarpią się w wiadrze tuż po uśmierceniu. Po wszystkim bezmyślnie wygłupiałam się ich martwymi oskubanymi korpusami, nie widząc w tym nic złego…

Z królikami nie było lepiej  – bawiłam się (z) nimi, wyjmując je z klatek i nosząc na rękach bez zastanowienia, czy one tego chcą. Wtedy wydawało mi się, że one też czerpią radość z przebywania ze mną, teraz sądzę, że niestety była to jednostronna przyjemność. Po „wesołych” harcach wkładałam je z powrotem do „poczekalni na śmierć”, a następnego dnia bawiłam się ich odciętymi puchatymi ogonkami i łapkami.

Patrząc z perspektywy czasu, wydaje mi się, że robiłam to wszystko, bo moje zwoje mózgowe były jeszcze za słabo pofałdowane i nie kojarzyłam pewnych zależności.  Innego powodu się nie doszukałam.  Pobudek sadystycznych nie miałam, przynajmniej nie w stosunku do innych gatunków niż człowiek 😉

W końcu jednak nastał dzień, gdy moje synapsy zaczęły działać jak należy, informacje powiązały się ze sobą i zrozumiałam, że coś jest nie tak. Że nie można lubić zwierząt i jednocześnie je zjadać. Obcując ze zwierzętami nie dało się nie zauważyć, że mają uczucia, a przede wszystkim nie chcą umierać.

Tak w wieku kilkunastu lat zostałam wegetarianką. Doszłam do wniosku, że przestanę jeść mięso, bo przecież moje kubki smakowe nie będą decydować o czyimś cierpieniu. Pamiętam ten dzień i w jaki sposób o tym zdecydowałam. Letnim porankiem siedziałam na balkonie i wypisywałam moje postanowienia (nie wiedząc jeszcze wtedy, że właśnie tak powinno wyglądać wyznaczanie celów życiowych – z kartką i długopisem – niejeden trener personalny pochwaliłby mnie za to). Obok typowych dla nastolatek postanowień np. „schudnę 10 kg”, zapisałam „NIE BĘDĘ JADŁA MIĘSA”. Tak też zrobiłam. Była to najważniejsza decyzja w moim dotychczasowym życiu, o której racjonalności jestem przekonana w 100%.
PS. tego drugiego postanowienia nie udało mi się spełnić, chyba że można podciągnąć pod to 10 kg więcej – coś ewidentnie poszło nie tak 😉

Teraz, już jako dorosła kobieta, zastanawiam się, dlaczego inni nie dojrzeli do takich decyzji. Dlaczego każdy nie obudził się pewnego ranka i nie stwierdził: przecież to nienormalne zjadać istoty, które chcą żyć, które są na tym świecie nie po to, by je zabijać. Gdyby żyły w tym celu, same przychodziłyby do nas i radośnie popełniały samobójstwo, a nie drżały ze strachu przed zbliżającym się oprawcą, kuląc się w kącie klatki, mając nadzieję, że tym razem to nie one trafią pod siekierę…

Niestety nie znalazłam przyczyny, dlaczego jeszcze tak wiele osób nie rozumie, że zabijanie zwierząt jest nie dość, że zbędne, to przede wszystkim złe. Ale będę szukać dalej. Skoro sami się nie obudzili z takim przeświadczeniem, może trzeba im pomóc. A może oni zwyczajnie jeszcze się nie obudzili?

Pobudka!

Wegetarianizm - dobra droga
Właściwa droga / fot. eMCe

 

 

eMCe

Keep moving forward!

Każdego dnia doświadczamy przeróżnych sytuacji, gromadzimy wrażenia i je przetwarzamy, uczymy się, rozwijamy, poznajemy odmienne poglądy i charaktery, z niektórymi sie identyfikujemy, inne stanowczo odrzucamy.

Pewnego dnia przychodzi taki moment, kiedy na podstawie zebranych doświadczeń i analizy własnego życia zaczyna w nas kiełkować nowa myśl, nieznane uczucie, zew natury. Część ludzi podąży za tym pragnieniem rozwoju, za tym głosem niedosytu i postara się zrealizować swoją osobistą misję. Niestety część z nas zagłuszy tę iskrę, gdyż nie ma na tyle siły, odwagi i samoświadomości, aby chcieć się zmienić, chcieć ewaluować.

Jak znaleźć w sobie tę moc napędową, która nie pozwoli zasnąć z uczuciem niespełnienia?

Jest wiele dróg i wiele rozwiązań. Przygotuj sie na odnalezienie własnej drogi:

Meksyk, Playa del Carmen / Autofażka

 

Japonia, Arashiyama / Autofażka

Oczyść swój umysł poprzez kontakt z naturą. Spaceruj boso po łące, obejmuj drzewa. Dostrzegaj piękno w każdym liściu i w kążdym promieniu słońca. Obserwuj otoczenie, wąchaj kwiatki, rób zdjecia, uwieczniaj piękno świata, zachwycaj się nim, celowo je wyolbrzymiaj(!),  a przekonasz się ile wytchnienia da Ci ten dotyk niczym niezakłóconej symbiozy wszechświata  i jak łatwo odnajdziesz wewnetrzny spokój dzięki tej egzaltacji.

 

 

Meksyk, San Cristobal / Autofażka

Odciąż swoje ciało poprzez zmianę nawyków żywieniowych. Zakochaj się w naturalnych smakach owoców i warzyw. Daj odpocząć swojemu organizmowi i rób świadome przerwy w jedzeniu – zastosuj głodówki o wodzie lub suche. Odstaw używki. Pozwól swoim narządom na regeneracje, rekreacje, rekonstrukcje J Wprowadź się świadomie w stan wewnętrznej odbudowy. Poczytaj o autofagii.

 

 

 

 

Meksy, Campeche / Autofażka

Uwolnij swoją duszę poprzez poznanie siebie: swoich wad i zalet. Poprzez konfrontację ze swoimi demonami i słabościami. Poprzez akceptację swojego ciała. Poprzez pogodzenie się z przeszłością i połączenia jej z przyszłością. To z kolei pozwoli Ci odnaleźć równowagę, aby żyć TU I TERAZ.

 

 

 

 

 

Nie bój się zajrzeć do wnetrza swojej skorupy. Kiedy będziesz znał się na tyle, żeby móc przewidzieć swoje zachowanie i reakcje na otaczający świat, wtedy nikt i nic nie będzie w stanie żerować na Twojej niskiej samoocenie, niepewności, strachu. Odnajdziesz siłę, która pozwoli Ci kochać siebie “mimo wszystko”.  Odpadną takie uczucia jak wstyd i lęk, ponieważ nie będziesz miał nic do ukrycia. Bedziesz kroczył swoją drogą z podniesioną głową, zdając sobie sprawę, że mimo iż czeka Cię dużo do przejscia, jest to droga godna i twórcza.

Droga miłości i piękna. Droga do szczęścia. Keep moving forward!

Meksyk, Isla Mujeres / Autofażka

 

 

 

Dlaczego?

Dlaczego – to najczęstsze pytanie, które słyszę od ludzi, gdy dowiadują się, że nie jem zwierząt. Pytają nie o niejedzenie zwierząt, lecz o niejedzenie mięsa. Jakby mięso było samoistnym tworem, które po prostu wyrasta na sklepowych półkach.

Długo dziwiło mnie to pytanie, ponieważ wydawało mi się, że w dzisiejszych czasach powszechnie wiadomo, że jedzenie mięsa jest zbędne i niesie ze sobą jedynie krzywdę żywych istot oraz całą paletę chorób. Okazuje się jednak, że niektórzy, a raczej zdecydowana większość, uważa mięso za jedyne prawdziwe źródło składników odżywczych i że zwierzęta są po to, by je jeść. Nie bardzo wiedziałam jak dyskutować z takimi ludźmi. Czasem myślałam, że dyskusje takie w ogóle nie mają sensu. Zresztą nadal twierdzę, że rozmowy z pewnymi osobnikami są niepotrzebne, ponieważ doprowadzają człowieka do białej gorączki i nie przynoszą żadnych efektów. Jednak doszłam do wniosku, że nawet jeśli 1 rozmówca na 50 zacznie choćby zastanawiać się nad zmianą stylu życia w tym dobrym kierunku, to rozmowy nt. wegetarianizmu, łącznie z tymi, które są prowadzone w atmosferze bitwy, mają sens.

Rozmawiajmy zatem! Ale czas najwyższy odwrócić pałeczkę i zacząć pytać DLACZEGO ktoś krzywdzi zwierzęta, skoro nie musi. Czy lubi znęcać się nad zwierzętami dla zaspokojenia tak prymitywnych pobudek jakimi są zachcianki smakowe? Niech teraz ta druga strona trochę się wysili w tłumaczeniu powodów jedzenia zwierząt, zwłaszcza że znalezienie racjonalnych powodów…. zaraz zaraz, nie ma takich!

Tutaj całkiem spora lista „racjonalnych” argumentów http://www.hania.es/miesarianie
Uważajcie, żeby nie spaść z krzesła 😉

Nie dawaj Ciała

zwierze to nie rzecz

Jako pierwszy wpis, chciałabym zaprezentować stronę, która odzwierciedla to co czuję i co dzieje się w moim najbliższym otoczeniu jak i zapewne Waszym również skoro trafiliście na tą stronę.

Zwierzak w prezencie bywa uznawany za wspaniałą niespodziankę, która dostarczy niezapomnianych przeżyć. Chęć sprawienie radości i spełnienia marzeń przyćmiewa jednak głos rozsądku, który mówi, że nie jest to najlepszy sposób na wejście w kontakt z przyszłym pupilem. Dlatego głośno mówimy: NIE DAWAJ CIAŁA – nie ryzykuj, że prezent okaże się porażką i początkiem kłopotów. Bo wręczanie żywych podarków może być źródłem wielu problemów, zarówno dla zwierząt, jak i dla ludzi.

Czytaj dalej Nie dawaj Ciała